Największy mit o nauce angielskiego – czyli co angielski ma wspólnego z chińskim

Podczas nauki języka angielskiego, skupiamy się na słownictwie i gramatyce. Ćwiczymy nieszczęsny Present Perfect i okresy warunkowe, wkuwamy słówka. Tymczasem żadna z tych rzeczy nie jest nam niezbędna do komunikacji.


Jeśli nie jesteś mistrzem czasów gramatycznych, możesz powiedzieć:


„I sleep short yesterday.”

„I no sleep today.”

„I sleep long tomorrow.”


Zrozumiałeś? No właśnie! Oni też zrozumieją!


Jeśli rozwaliłeś zderzak w samochodzie i prosisz mechanika o naprawę, nie znając angielskiego słowa „bumper”, możesz po prostu pokazać palcem. A przez telefon wyjaśnisz: „Please, broken, my car, in front… black plastic... BAM!” I obiecuję Ci, że zrozumieją!


Kiepska gramatyka powoduje tylko 10% załamań komunikacji pomiędzy native speakerami a uczącymi się angielskiego. Braki w słownictwie – tylko 20%. Natomiast błędy w wymowie – aż 70%!


Oznacza to, że trzy przypadki na cztery, kiedy się nie dogadasz z nejtiwami, są spowodowane Twoją kiepską wymową!


Ale czym konkretnie? Nie tym, co myślisz!


Ucząc się angielskiego, często mamy stresa, że ten język ma dźwięki, które nie występują w polskim. Cztery rodzaje „a”, trzy rodzaje „e”, i jeszcze to nieszczęsne „th”, które wymawia się na dwa różne sposoby, i żaden nie jest podobny ani do polskiego „f”, ani „t”.


I spędzacie godziny ćwicząc wymowę słowa „event”, aby początkowe „i” i drugie „e” były doskonałe (a każde jest inne od polskich dźwięków!).


Tymczasem wszystko jedno, czy na początku „event” powiesz polskie „i”, angielskie /ɪ/, angielskie /iː/, czy w ogóle polskie „y”. Druga samogłoska też może być polskim „e”, angielskim /e/, czy czymś zupełnie innym. I tak Cię zrozumieją!


Dlaczego?


Są dwie grupy języków, ze względu na sposób ich mówienia (upraszczając trochę terminologię; prośba do językoznawców żeby nie zjedli mnie żywcem za uproszczenia!):


1. Języki sylabiczne – w których ważna jest wymowa poszczególnych dźwięków, a akcent wyrazowy dużo mniej. To polski, niemiecki, hiszpański, włoski, francuski… - większość języków, które znamy. W języku polskim jeśli błędnie zaakcentujemy jakąś sylabę – np. zamiast „kaPUSta” powiemy „KApusta” (to brzmi trochę jak niemiecki) lub z francuska „kapusTA”, to po prostu śmiesznie brzmimy. Ale wszyscy nas zrozumieją.


2. Języki tonalne – np. chiński, wietnamski – w których różna intonacja (czyli to, czy głos idzie w górę czy w dół, czy jest bardziej cienki czy gruby) zmienia znaczenie słowa. Słynny przykład: chińskie słowo „ma” znaczy 4 różne rzeczy, w zależności od intonacji. Więc zdanie „ma ma ma ma” – jeśli wypowiemy je we właściwy sposób – może oznaczać „mama karci konia jutą” (drodzy sinolodzy, wiem, że trochę upraszczam, nie mordujcie mnie… ;) ).


Angielski na szczęście nie jest tak ekstremalny jak chiński – wtedy nigdy bym się go nie nauczyła, bo tych chińskich tonów w ogóle nie czaję! Ale nie jest też tak prosty jak polski. Jest pomiędzy. To nie intonacja zmienia znaczenia, ale AKCENT WYRAZOWY. Czyli to, którą sylabę w słowie powiemy głośniej, wolniej, i z wyższym tonem (czyli „cieniej, bardziej piskliwie”).


Więc jeśli w słowie „event” poprzekręcasz trochę dźwięki, albo użyjesz polskich samogłosek zamiast angielskich, to i tak wszyscy Cię zrozumieją! Natomiast jeśli będziesz miał doskonałe samogłoski, ale zamiast „iVENT” powiesz „Ivent” (tak jak w nieszczęsnym polskim „iwencie”, czyli akcent na pierwszej sylabie zamiast drugiej) – to żaden native speaker, który nie studiował językoznawstwa, Cię nie zrozumie!


Będą się kierować akcentem właśnie, i będą szukać jakiegoś innego słowa, które ma akcent na pierwszą sylabę. Może masz na myśli „oven” (kuchenka)? Albo „often” (często)? Albo „Avent” – firma produkująca akcesoria dla niemowląt? Za Chiny się nie domyślą (i znowu nam te Chiny wychodzą… ;) ), że chodzi o „wydarzenie”!


Na domiar złego, spolonizowany „iwent” ma właśnie zły akcent. Odwrotny od tego angielskiego. Powodzenia… ;)


Uczysz się angielskiego od 20 lat? I okazało się właśnie, że robiłeś to cały czas źle?

Też tak miałam! Ten problem ma większość moich uczniów… prawie wszyscy… no dobra, przyznajmy się, wszyscy! ;)


Dlatego stworzyłam dla Ciebie kurs, który pozwoli Ci w końcu zacząć rozumieć native speakerów angielskiego, i zacząć być przez nich rozumianym. Kurs „7 sekretów wymowy angielskiej” rusza już 6 maja 2019. Jest jeszcze kilka miejsc!


Więcej o kursie: https://www.anglonomicon.pl/kurs-7-sekretow-wymowy-angielskiej


Życząc Ci dogadywania się po angielsku,


Kasia Sielicka, doktor filologii angielskiej (ze specjalizacją w językoznawstwie, co by nie było! ;) ), Twoja lektorka angielskiego online.



  • Facebook Social Icon
  • LinkedIn Social Icon
  • Twitter Social Icon
  • YouTube Social  Icon
  • Instagram Social Icon

©2018 by Anglonomicon.